Koniec studiów ... w Polsce

Stało się. Elegancka sukienka, ogromny stres, no i... dyplom w ręku. Ukończyłam studia. Powód do dumy, do skakania, piszczenia, świętowania. Przynajmniej tak mogłoby się wydawać, gdyby nie jeden mały szczegół. Poszliśmy cała grupą na lody, no i zaczęło się. Oczywiście, każdy był uradowany, bo wszystkim z broniących się w tym dniu udało się zdobyć piątki. Jesteśmy absolwentami uczelni wyższej i w tym momencie czar pryska. Lata nauki, miesiące pisania pracy dyplomowej, kilka tygodni wkuwania i kilkanaście godzin nieopisanego zdenerwowania przed egzaminem. Tak wiele emocji tylko po to, by dołączyć do grona bezrobotnych. Kiedy zdawaliśmy maturę, tłuczono nam do głowy, że robimy to dla lepszego życia, świetlanej przyszłości. Dzisiaj świetlana przyszłość wygląda tak samo, jak denko szklanki, z której dopijam resztki soku. Jest nas 15 i nikt nie wie, co dalej. Owszem, większość z nas składała CV już dawno temu. Ukończony kierunek zalicza się do tych "przyszłościowych". Schody pojawiają się przy pytaniu "GDZIE jest on przyszłościowy"? 5 lat temu wmawiano nam, że zapotrzebowanie na specjalistów w tej dziedzinie będzie rosło z roku na rok. Nie wspomnieli, że będzie rosło głównie w Niemczech i Wielkiej Brytanii. W Polsce owszem, będą potrzebni pedagodzy ze specjalizacją aktywizacji osób starszych, ale za kolejnych klika lat. Obecnie żadna placówka nie wie jeszcze, jak wykorzystać potencjał absolwentów. A potem władze lamentują widząc, jak młodzi emigrują. Tylko, dlaczego młodych tak okłamuje się od dnia rekrutacji...?

Design downloaded from free website templates.